Skip to content
Tags

świadek nadejścia zmroku

1 października 2014

Robiło się szaro, ciężko, mokro. Niemal wprost z zimnej ulicy wpadłam do równie zimnego łóżka. Odpaliłam papierosa. Na podłodze leżała okrągła, płaska popielniczka, a na niej liście i wąsy chmielu, jak żywe. Po chwili zasypałam je popiołem. Było go coraz więcej i więcej. Zmrok nadchodził powoli, cichutko. Znajomym ramieniem mnie objął, przykrył swym płaszczem, żebym tak nie marzła. To już jesień, moje serce bije spokojniej. Pa, pfhhh, dym, mrok.  Nie boję się już zmroku jak wcześniej. Kiedyś za każdym razem po jego przyjściu trawił mnie gniew i tęsknota. Wilgoć parującego jadu przenikała powietrze, podczas gdy z ran sączyła się krew, powoli, powoli. Przez całą noc. Zmrok nie jest już straszny. Ma teraz postać wysokiego pana, którego niezwykle ciepłe ciało pokrywają setki ciemnych włosków. Jego niski głos działa na mnie jak kołysanka, a oddech pachnie whisky.

Reklamy

From → od siebie, psycho za

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: