Skip to content

schyłek lata

28 września 2012

Zapach krwawnika staje się intensywniejszy wraz z nadejściem mroku. Wilgoć wieczornego powietrza chłodzi rozgrzane płuca momentami sprawiając ból. Wrześniowe wieczory bywają zimne. Mimo, że wzgórze nie jest  zbyt wysokie, niebo zdaje się być o wiele bliżej,  wręcz na wyciągnięcie ręki… I nakrywa ciało z każdej strony kołdrą tak wielką i ciężką od złotych zdobień, że nie da się wystawić spod niej stóp. Świetliste doliny kurczą się w objęciach gór dogasając powoli, okno za oknem, dom za domem. Wiatr skrada się gdzieś za plecami. Błądzi w kukurydzianych polach szeleszczących aż nadto, bo pożółkłych w całości od sierpniowego słońca, i w nerwach robi psikusy szamocząc to za włosy, to za spódnicę. Oddycham szybko, lecz staram się uspokoić wodząc wzrokiem po krzywiznach ratuszowej wieży.  Czuję, jak zimne krople potu spływają mi po lędźwiach. Nie, to jad! Jad, który sączy się z każdego centymetra mojej skóry, z każdej myśli! Myśl skrapla się i osiada rosą na skroni zaraz po tym jak opuści głowę. Złapię ten dokuczliwy wiatr w żagiel z falbany! Gorycz i żal wabią go, tego czorta z ciemności, chce im się bawić w ganianego na zboczu… Ja wam pokażę! Zmęczyłam się tym bieganiem w kółko, już czuję jak krew pulsuje mi w żyłach. Wszystko mi jedno! Włosy w nieładzie to żaden skandal  w takich ciemnościach. Tęsknota chce rozsadzić mi serce, wiesz? Tęsknota i zazdrość. Tyle złych uczuć, tyle złych uczuć… Nie zdradzi? Zdradzi! Pokocha? Zostawi! Niech się twą dobrocią przez jakiś czas bawi, a potem… Bach! Z innym pod ramię, pod kołdrę, pod ołtarz! Słyszysz? Niech czar popłynie tą rzeką jadu, choćby i na drugi koniec świata! Jak zimno. Trawa kłuje mnie w pośladki, łaskocze w stopy.. Nie, tylko nie to, proszę! Tylko nie łaskotki…

*

Zapach krwawnika staje się intensywniejszy z każdym ruchem. Wilgoć wieczornego powietrza przesyca rozgrzane płuca momentami sprawiając ból, bo wrześniowe wieczory bywają już chłodne. I chociaż wzgórze nie jest  wysokie, to niebo zdaje się być na wyciągnięcie ręki i okrywa ciało z każdej strony kołdrą tak wielką, że nie da się wystawić spod niej stóp.

Świetliste doliny tulą się do snu w objęciach gór dogasając powoli, okno za oknem, dom za domem. Wiatr skrada się gdzieś za plecami. Tańczy w kukurydzianych polach szeleszczących aż nadto, bo pożółkłych w całości od sierpniowego słońca i robi psikusy ciągnąc mnie to za włosy, to za spódnicę.

Czy to wiatr czy ty? Zupełnie nie rozpoznaję w tych ciemnościach. Dopiero dotyk ciepłych dłoni  na udach uświadomił mi jak bardzo jesteś blisko.. A przez tyle czasu wypuszczałam stąd w świat tą radość z nadzieją, że kiedyś w końcu dotrze do ciebie gnana tęsknotą! I mówisz, że dotarła razem ze słońcem i burzą, zielenią i złotem, alarmując w końcu swe przybycie porannym pianiem koguta.

Krew pulsuje mi w skroniach zakłócając ciszę. Pot chłodzi rozpalone lędźwie, które pod takim ciężarem niemal nie czują już szorstkości ziół. Słone końcówki włosów plączą się po twarzach.. To miejsce jest magiczne, a nie mówiłam? Schowani wśród traw, otoczeni ramionami ziemi nie musimy wcale żałować, że owocowa słodycz lata odchodzi… Możemy się za to cieszyć, że akompaniuje nam klangor odlatujących żurawi.

Reklamy

From → psycho za

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: