Skip to content

dobry wieczór?

8 lutego 2011

Powoli dochodzę do siebie, trochę długo to trwa tym razem. Aż się zaczęłam niecierpliwić. Teoria sinusoidy się sprawdza, ale skorelowana z nią hipoteza wielkich katastrof już mniej, bo nic prowadzącego w dół się nie wydarzyło. W tym czasie kiedy mnie nie było zmieściło się ¾ sesji, kłopoty sercowe (dosłownie, skończyło się na EKG i tabletkach), infekcja wirusowa, która skutecznie zwaliła mnie z nóg w dniu zaliczenia jednego z ulubionych przedmiotów (co nadrabiałam później sam na sam z Gienkiem w katedrze, pytał czy nie mam za ciemno sprawdzając czy nie ściągam) i jeszcze parę innych rzeczy (już nawet gotowanie mi średnio wychodzi, zepsucie dwóch kolacji w ciągu miesiąca jest co najmniej zastanawiające).

Wciąż kryzysy, stresy, wyrzeczenia, zawody większe i mniejsze, wytrzeszczanie oczu i parsknięcia z niedowierzania. Żadnego poważnego progresu. Co w zamian? Drobne sukcesy, sukcesiki. Można je sprowadzić do zdanych egzaminów albo tego, że babeczki wyszły pulchne i puszyste a nie zakalcowate (ostatni raz piekłam cokolwiek w swoje urodziny i nie robiłam chyba nigdy babeczek, ale wydały mi się przykładem wystarczająco dramatycznym i pragmatycznym). Już nawet słowo dusza mnie drażni. Nie szło mi żadne pisanie. Koszmar. Przez moment zastanawiałam się, czy nie pisać w jakimś innym miejscu, gdzie mogłabym używać soczystych przekleństw i ordynarnego języka. Po dłuższym zastanowieniu zrezygnowałam. Doszłam do wniosku, że skoro wiecie jaka jestem wredna i egoistyczna jedno „ja pierdolę” tu czy tam nie zrobi różnicy.

Oglądałam dziś końcówkę quasi-dokumentu o tytule Miłość w wolnym tłumaczeniu, czy jakoś tak. Opowiadał on o facetach z Ameryki w średnim wieku, którzy udawali się na wycieczki na wschód w celu znalezienia idealnej partnerki. Niewielu z nich w efekcie zapałało uczuciem do ukraińskich kurewek, które sponsorowali przez kilka dni, ale w ich środowisku życia, w ich wieku, szansa na znalezienie partnerki w wieku do 30 lat, bo starsze nie pociągają ich fizycznie, maleją z dnia na dzień. Byli też tacy nieco bardziej romantyczni co kupowali pierścionki zaręczynowe, niektórzy mówili o dzieciach i tym uzasadniali wybór wieku poszukiwanej kobiety (jakoby do 30 kobieta w pełni płodna urodzi zdrowe dziecko). Wiele z tych dziewczyn miało ledwie 18 lat. Nie umiały angielskiego i najczęściej śmiały się głupkowato pytając kamerzysty – Co on do mnie mówi? – jednak bariera językowa nie przeszkadzała w niczym, możliwe, że podgrzewała tylko atmosferę. Zadziwiające, że w czasach kiedy liryzm kuleje, tak wyniośle przedstawia się prostytucję. Bo to, że mężczyźni lubią posuwać małolaty nie jest nowością. Nie dotyczy tylko facetów dojrzałych, którzy osiągnęli pewien krytyczny wiek. Dziś młodzi mężczyźni nie mają czasu na rozmowy na poziomie, o wiele łatwiej jest zaimponować pasiastym małolatom mieszkaniem na pół gwizdka i świeżo obronionym tytułem magistra. Łatwo się od nich uwolnić, bo przeważnie muszą być w domu przed północą.

Ależ ja jestem okropna, starzeję się. A do tego uzależniłam się od lekko słodzonego naparu z mięty i mężczyzny, którego właściwie nie znam, a czuję jakbym znała go od dawna. Czyli jednak pozostały jakieś resztki naiwności, jeszcze nie wszystko stracone.

 

Advertisements

From → od siebie

3 komentarze
  1. księżniczka permalink

    hahahahaha, gUpie chopoki i gUpie smarkate dziewoje :p

  2. Jusiak nawet nie mówiłaś, że masz jakieś kłopoty ze zdrowiem. Trzymam kciuki-serio.

  3. bo nie pytałeś. poza tym od zawsze mówię, że nie dożyję pięćdziesiątki. 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: