Skip to content

na bieżąco: staroś nie radoś

23 listopada 2010

Lubię kiedy poranne niebo nie jest całkiem zachmurzone. Lubię też kiedy uśmiechają się do mnie zwykli kierowcy zwykłych samochodów, podczas gdy ja podśpiewuję w myślach razem z Dżejmsem o wspaniałym świcie (chociaż ostatnio moje poranne podróże na uczelnię odbywają się w granicach południa). Żeby było bardziej swojo – irytujące jest i dziwne nieco, że to kobiety ustępują miejsca w autobusach skrajnie starym ludziom, a panowie całą drogę wpatrują się beztrosko w okno. Dzięki temu nie odczuwają minusów bezwładności, a także tego jak w jednej chwili ich biznesmenowość staje się żałosna. Otóż panowie ci, w sznurowanych bucikach i płaszczykach są tak twardzi i męscy, że wolą żeby to dziewczyna siedząca obok nich wstała i ulżyła w cierpieniach rozsypującym się starcom.

Ale nie o dwudziestopięcioletnich i łysiejących ludziach biznesu chciałam pisać. Jak powszechnie wiadomo w pewnych momentach życia, intensywniej niż w innych, zaczyna się odczuwać swój wiek. Chyba właśnie jestem po drugim takim przejściu (pierwsze nastąpiło parę lat temu, kiedy zdawało mi się, że jestem dorosła bo mogę pić alkohol – mimo, że kilka lat przed osiemnastką i miało to wiele mniejszą moc). Teraz jest kolejne – znajomi mojej młodszej siostry mówią mi dzień dobry, a większość moich koleżanek już nie przychodzi na imprezy w adidasach i tiszertach tylko w kieckach i obcasach. Co więcej – nie chcą bujać się do Habakuka, a białe końce papierosów są znaczone czerwoną szminką.

Teraz rządzą podteksty, z którymi nie mamy szans wygrać. Teraz gubimy się w wymysłach. Życie w sensie wyższym niż fizjologia jest jeno wymysłem, naszym albo czyimś – zależy od asertywności, uporu i siły. Powiem wam szczerze, że póki co moje imaginacje są kiepskie. Im prostszy labirynt tym mniej atrakcji. Nudniejszy jeszcze bardziej, kiedy uświadomimy sobie, że na środku nie ma żadnego skarbu ani wyjścia. Kiedyś hasanie wśród wyobrażeń było bardziej beztroskie, a naklejki na butelkach Kubusia były dowodem, że skarb istnieje i da się do niego dojść.

O proszę, kolejny efekt starzenia – kłopoty z pamięcią. Nastrój na ostatniej imprezie popsuł mi trochę fakt zniknięcia legitymacji z portfela i nieobecność gorących Hiszpanów na parkiecie (i tak nie był za dobry, ja po prostu się zbyt łatwo irytuję. Akademickie klimaty chyba nie dla mnie, a z Hiszpanami to żart). Co prawda nieposkromiony śmiech i urocze rozmowy nocno-poranne w domowych pieleszach były solidną rekompensatą. Wracając do pamięci – dopiero w okolicach południa dnia następnego, kiedy doszłam do siebie po drugiej kawie, uświadomiłam sobie co zrobiłam z legitymacją (już po przeszukaniu szuflad i torebek, naturalnie). Otóż dałam ją ostatnio na przetrzymanie Basi z okazji wcześniejszej festklubowej (zaczęła się i skończyła na schodach) imprezy. Tak, jeździłam wiele dni bez legitymacji trasą przyspieszoną i nie tylko. Należą mi się średnie gratulacje. Duże byłyby zasadne w przypadku spotkania z kanarem.

Zdaję sobie sprawę z zaniedbania stałych czytelników (wbrew pozorom kilku ich jest), ale ostatnio nie mam czasu. To całkiem dobra wymówka, żeby tylko ograniczyć wylew goryczy. Są momenty kiedy budzą się demony, ale są one tak straszne, że nie potrafię ich ubrać w słowa. Wina, piwa, półmroku! Takiego rytuału potrzeba by je okiełznać.  Jeszcze piosenka na dobranoc

Advertisements

From → od siebie

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: