Skip to content

jedenaste przykazanie

1 października 2010

Trzeba by standardowo pomówić o jesiennej depresji bowiem jesień już zaczęła bezczelnie pluć wszystkim w okna. Mądrzy meteorolodzy przewidują, że w najbliższym czasie będzie miała takie kaprysy więc nastrojowy akompaniament psychozy gwarantowany. Troszkę sobie z tego żartuję, ale prawda jest taka, że ta pora roku nie działa krzepiąco ani na ciało, ani na umysł. Chyba, że ktoś naprawdę lubi notorycznie moknąć.

Nie żebym totalnie nie dostrzegała uroków jesieni. Ależ oczywiście, że widzę jak las powoli zatapia się w płomiennych barwach bo palą mu się włosy. Jakby tego było mało, widzę jak drzewa próżnie przeglądają się w lustrach kałuż. Niektóre są wystrojone w czerwone korale, trochę poprzysychane ze starości. Widzę też jak dzień odchodzi w ospałym tempie i oddycha głęboko zostawiając mgliste ślady. Cóż z tego?

Nie wmówicie mi, że ludzie nie kochają wymówek. Uwielbiają je i stosują z dużą częstotliwością. Najbardziej błahy powód to chyba taki, że prawda jest za długa. Lepiej odpowiedzieć coś machinalnie, zmniejszając tym samym znaczenie prawdy niemal do zera, bez konieczności odrywania się od zajęć. Jesień też bywa wymówką. Głównie dla lenistwa i nadmiernego przygnębienia. Wraz ze zmniejszaniem się długości dnia zwiększa się poziom apatii, która w skrajnym natężeniu zahacza o stany chorobowe. Coś jak przedśmiertne preludium (jeśli wychodzisz z łóżka tylko po to żeby ulżyć pęcherzowi i nie odbierasz telefonów to z pewnością oznacza, że masz depresję).

Abstrahując od tego całego przekąsu powiem wam, że mi jesień kojarzy się głównie z deszczem i czasem odlotów. Bociany grzeją kupry w afrykańskim słońcu, a ja będę cierpieć z powodu zbyt małego natężenia światła. Nie lubię zimna, no! Teraz już będę mogła mówić, że to dżdżysta aura skłania mnie do marudzenia, a nie zwyczajnie zrzędliwy charakter (nie ma to jak dobra wymówka, co nie?).

W takie klimaty wpasowała się dość dobrze Nieśmiertelność Kundery. Chociaż powiem szczerze, że nie wciągnęła mnie od razu. Może dlatego, że początkowo styl wydawał się nie taki (albo drażnił mnie rozmiar czcionki). Ze zdziwieniem dodam, że jest to książka pogodna (optymistyczna to jednak trochę za duże słowo). Nie była nudna ani przez moment (poza początkiem, potrzebowałam kilku podrozdziałów żeby się przyzwyczaić) z racji mnogości miejsc i bohaterów, których losy były nieprzewidywalnie powiązane. Dodatkowy zamęt wprowadziła wielopoziomowa płaszczyzna czasowa.

Tym razem z wątkami egzystencjalnymi połączone zostało pojęcie nieśmiertelności i to tak silnie, że w zasadzie owa nieśmiertelność (posiadająca oczywiście różne kształty i odmiany) jest tak naprawdę pragnieniem (marzeniem? celem?) każdego człowieka, nie zawsze wyraźnym i właściwie nazywanym. Najbardziej ekspansywne jest u artystów, to oczywiste. Jednak historia romansu Goethego i Bettiny sprytnie pokazuje jak to pragnienie determinuje twórczość, staje się wręcz narzędziem w rękach rozszalałej i rozmarzonej jednostki. Obnaża to jednocześnie przemyślane rzemiosło sztuki pozbawiając ją tchnienia świeżości, fanatycznej pasji, szału, spontaniczności (uczucia te pojawiają się dopiero w jej odbiorze; nawet najbardziej porywczy twórca to zawsze reżyser swej sztuki, choćby nie wiem ile wypił czy wyjarał).

Nie jesteśmy swoim własnym obrazem.

Zastanawiam się, czy nie będzie to trochę na wyrost jeśli powiem, że Nieśmiertelność stara się odkryć choć część sensu życia. Albo usprawiedliwić jego brak. Poszukuje znaczenia indywidualności. Tak – indywidualność, osobowość, charakter – to nadaje życiu niepowtarzalność. To jest to, czego nie zaprogramował Boski komputer i na co mamy wpływ, to narzędzia do kształtowania świata po swojemu. Jeśli jest to tylko moja nadinterpretacja (wynikająca z pragnień czysto poznawczych) to na pewno znajdziemy w powieści wiele powodów, dla których nie warto znikać.

To, że żyjemy w świecie manipulacji wiadomo od dawna. Jednak intrygujące zdaje się stwierdzenie, że światem rządzą dziennikarze oraz porównanie działań tej profesji z systemem komunistycznym. Pozorna sprzeczność, bowiem dziennikarstwo dzisiaj jest utożsamione wolnością – jest czyste, wolne i dobre niczym biała gołębica. A komunizm to dogłębna kontrola, propaganda, osaczenie, krzywda, kłamstwo, zło. Już w tym momencie kilka punktów jest wspólnych, a po głębszej analizie wyłania się zadziwiające podobieństwo. Paul (wygadany adwokat, człowiek postępu) wylatuje z radia dlatego, że sponsorzy zagrozili mniejszym nakładem finansowym. Nagle audycje Paula stały się za mało żartobliwe, wytknięto mu zbyt poważną tematykę oraz używanie zbyt mądrych słów. Wolność mediów, wolność słowa. Wolność, która zniewala.

Jedenaste przykazanie „Nie kłam! Mów prawdę!” nadaje dziennikarzowi prawo domagania się odpowiedzi, a od prawdziwości odpowiedzi (i sposobu przedstawienia jej przez media) zależy dalsze być albo nie być pytanego (taką władzę mieli komuniści wobec swoich obywateli).

Święte prawo do wymagania odpowiedzi.

Urzekający obraz wyższości miłości nad tym wszystkim poza miłością (erotyka nie równa się z siłą erotyki wynikającej z miłości) zawarty w wątku Rubensa jest kolejnym dowodem uzależnienia mężczyzn od kobiet (Rubens przeszedł długą drogę do ostatecznego wniosku: okres atletycznej niemoty, okres metafor, okres sprośnej prawdy, okres głuchego telefonu, okres mistyczny). Zapłacił za to wysoką cenę, ale jak to mówią – lepiej późno niż wcale).

Nieśmiertelność poprawiła mi nastrój (już i tak dobry). Jeszcze nie skończyłam się cieszyć zakończeniem drugiego roku (w końcu miało to miejsce kilka dni temu), a już zaczynam trzeci. Jednak nie byłabym sobą gdybym nie wyraziła jakiegoś poirytowania, tym razem spowodowanego funkcjonowaniem wydziału. Zaczynam podejrzewać, że dziekanat istnieje w jakiejś innej czasoprzestrzeni. Nie rozumiem jak można było wysłać listy grup zrobione alfabetycznie, skoro biorąc pod uwagę konstrukcję planu jest to zupełnie nielogiczne. No, to wyraziłam i obraziłam zarzucając głupotę paniom z dziekanatu. Teraz mogę spokojnie kończyć, a i tak jesteście już znudzeni i bolą was oczy.

Jeszcze na koniec zdjęcie, bo też zawsze chciałam mieć ręcznik z bajeką jak byłam mała, o!

Reklamy

From → książki, od siebie

3 Komentarze
  1. pingwinek permalink

    żeś nakurwiła tekstem : O 😀

    milutko się Ciebie czyta, pozdro ;*

    hahahaha

  2. już dawno mi się tak miło nie czytało.. 🙂
    Co do tego, że wymówka, albo „szybkie kłamstwo” często nie mają żadnych uzasadnionych podstaw, a podyktowane są jedynie „wygodą” pozwolę sobie zacytować:

    „Wszyscy kłamią” /Dr. House/

    W świecie oryginalności i pogoni za indywidualnością na szczerość często nie ma czasu. To co wartościowe – elementarna przyzwoitość dzisiaj przeżywa swoją jesień.

    „Obecnie ludzie znają cenę wszystkiego i nie znają wartości niczego”

    /Oscar Wilde/

    ps: o dziennikarzach nie wypada mi sie wypowiadać xD

  3. a to bardzo cenna pochwała, dzięki. 😀 dlaczego nie wypada? puszczają nerwy? 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: