Skip to content

gotuj z Jussi

24 sierpnia 2010

Nie spodziewałam się, że wśród biologów jest tylu poetów. Ludzie, którzy pasjonują się żonglowaniem genami lubią też manipulować słowem. Otwarty umysł to wielka zaleta. Wzruszył mnie wiersz kolegi po fachu (tak naprawdę to jeszcze kolega z laboratoryjnej ławki). Nie ma w tym niby nic dziwnego, ale dawno nie odczuwałam radości wywołanej utożsamieniem się z poetą. Jak byłam mała to pisałam listy do Świętego Mikołaja, ale (o ja głupia!) prosiłam przeważnie o lalki (notorycznie obcinałam im włosy i potrzebowałam nowych). Mogłam go poprosić o talent, może teraz też ktoś roniłby łzy czytając mój „List do Montekiego”.

Dzisiejszy dzień zmuszona byłam spędzić w samotności totalnej. Bardzo oryginalnie – zabrałam się za gotowanie i obejrzałam film. W kuchni zagościła Satureja hortensis – dodałam cząber do mojej magicznej potrawy (jaką było leczo w najprostszej postaci). Zaczęłam go używać niedawno, podobnie jak estragonu i kurkumy. Wszędzie piszą, że cząber dodaje się głównie do potraw z ziemniaków. Jako że zupełnie nieprofesjonalna ze mnie kucharka dodałam sobie ten cząber do lecza i smakuje bardzo dobrze. Jest aromatyczny i łatwo przesadzić, ale biorąc pod uwagę ogrom jego zalet z pewnością będę częściej sobie o nim przypominać.

Za to zawsze pamiętam o bazylii, oregano, tymianku i curry. Jak widać jestem w tej kwestii trochę ograniczona. Jak wymienię jeszcze sól i pieprz to raczej nic nie zmieni (przyznam, że marzy mi się taka półka z przyprawami jaką miał Dorociński w swojej kuchni w jednej ze wspaniałych komedii romantycznych). Jeśli już przypomniał mi się ten film, to dodam, że do półki mógłby być dołączony gratis w postaci rycerza bez białego konia, ale koniecznie z nogami! (czasem mi się zdarzy wtrącić coś, co trzeba by skojarzyć z konkretną sytuacją/rozmową, podobnież rycerz z nogami też ma swoją własną historię).

A film? Motyl i skafander – inteligentny bohater z poczuciem humoru, akcja rozgrywana głównie w szpitalnym pokoju, liczne retrospekcje. Spodziewałam się czegoś bardziej drastycznego. Miłe zaskoczenie, bo odbiega on od tandetnego obrazu krwi i śmierci promowanego w ostatnim czasie. Czytając opis filmu myślałam sobie: tragedia z ciężkim morałem. Tymczasem wielkość tej tragedii przysłonięta jest niebywałym optymizmem i siłą charakteru. Mimo to mam przeczucie, że książka byłaby o wiele lepsza. I tak jestem za bardzo zestresowana, złą chwilę wybrałam sobie na ten film. A może mam jakieś zapędy masochistyczne? Miast tego powinnam sobie odpowiednio dawkować jakieś romanse i popijać gorącą herbatę z miodem.

Reklamy

From → od siebie

3 Komentarze
  1. pingwinek permalink

    a może rycerza na białym koniku?

  2. Tak, Dorociński i jego półka z przyprawami to coś wspaniałego! Że też nie przypomniała mi się ta scena, gdy opowiadałam Ci o filmie..! Gdybym jeszcze tylko wiedziała, czego kiedy się używa. Od razu na myśl przyszły mi Julie & Julia!
    O rycerza z nogami w dzisiejszych czasach jest niebywale trudno, nieprawdaż?

  3. cholera, wyobraź sobie, że jeszcze nie obejrzałam tego filmu o gotowaniu! swoją drogą mógłby być też sam Dorociński, bez półki. ^^
    prawdaż, zgadzam się w zupełności. sami inwalidzi dziś (dosłownie i w przenośni). ależ jestem wredna!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: