Skip to content

(l)śnienie

12 Maj 2010

Zarzucono mi, że piszę tu o zbyt poważnych rzeczach. Ale dzisiaj była burza! Chciałam być twarda, po powrocie z wykładów wypiłam drugą kawę, z cynamonem oczywiście. Pogoda zwyciężyła. Późnym popołudniem zasnęłam twardym snem.  Nie na długo co prawda, ale jednak. Nie dało mi to niczego, poza skutecznym zabiciem czasu. Ostatnio przychodzi mi na to ochota coraz częściej, na zabijanie czasu właśnie. To tyle z rzeczy niepoważnych. A tu coś na dobranoc:

– Powiedz mi, co w niej jest takiego, że.. co sprawia, że mój wzrok pilnuje jej uważnie za każdym razem kiedy zjawi się w jego zasięgu? Niby jest, a jakby jej nie było. Błądzi gdzieś, szuka przygód w dalekim świecie, do którego nie mam dostępu. Trochę to niesprawiedliwe, bo co będzie, jeśli ktoś mi ją skradnie? Ktoś ze snu? Ale nie, to niedorzeczne. Ona przecież wróci do mnie, wróci niedługo. Nie będę jej budził. Nie będę walczył z kimś kto nie istnieje, uzna mnie za głupca. Boję się. Czy to możliwe żeby miłość dzielić na dwoje?

Potężny zegar tyka miarowo, a jego tarcza iskrzy w ciemnościach jak księżyc w pełni. Człowiek słucha tykania minutę, dwie, dwadzieścia. Tyk, tyk, tyk. Tykanie wręcz hipnotyczne – i tak właśnie noc oszukuje zmysły. Już późno..  niedługo świtanie. A bezsenność nadal dręczy swych wybrańców. Torturuje jaźń fleszami niepokoju przy każdym spotkaniu powiek. Hałas! Chlust wody rozbijającej się o burty! Toż to..

– Ależ się uśmiałam! Pełne morze, a ja tkwię na środku świata. Mam władzę i z królewską gracją trzymam ster. Kołysanie, kołysanie, kochanie. Piękny taniec we dwoje, wcale nie skomplikowany.  Dolejesz mi rumu? O, dziękuję. Mój towarzysz, moi drodzy! Mój towarzysz – Julio, to mężczyzna jak ze snu. Jego skóra jest rumowa, a oczy błękitne jak pierścień atolu.

Odwróciła się z impetem zarzucając mu ramię na szyję, pomrukiwała przez chwilę. Nieznośne tykanie! Będzie musiał zrobić z nim porządek. Pamiątki rodzinne bywają uciążliwe. Ten zegar ma w sobie dziwny niepokój jako coś z tamtych lat burzliwych, nieprzewidywalnych i namiętnych – lat wojennych. Niczym szpieg czai się pod ścianą i mierzy wszystko z góry. Wnętrze zakamuflowane płaszczem z ciemnego orzecha, a na twarzy długie wąsy – pozłacane zawijasy, trzecia za dwadzieścia.  Mógłby sobie ulżyć kończąc z tym tykaniem, nikt go już nie słucha, nikt.

Usiadł na łóżku. Przeczesał kilka razy włosy palcami, tak z przyzwyczajenia. Środek nocy, a on przeczesuje włosy dłońmi.  Patrzył swoimi ciemnymi jak palona kawa oczami na jej spokojną twarz, próbując coś z niej wyczytać. – Boże – myśli – czego ja się tak boję. Ona śpi przy mnie, czuję przecież ciepło jej ciała tak wyraźnie, słyszę jak miarowo oddycha.. Tyk tyk tyk.

Reklamy

From → od siebie

5 Komentarzy
  1. poirytowana permalink

    Nie zgadłam!

  2. Jussi, tym razem solidnie przedawkowałaś.

  3. „oczy błękitne jak pierścień atolu”
    „ciemnymi jak palona kawa oczami”

  4. nie przedawkowałam, Julio ze snu to nie ten sam koleś, który trzęsie porami bo nie może spać. 😉

  5. poirytowana permalink

    Jusssii deine wyjaśnienie jeszcze bardziej świadczy o niecodziennej normalności Twojej osoby xDDDDDDDDDD ALE I TAK CIĘ KOCHAM!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: