Skip to content

fobia#1

5 maja 2010

Jednego zimowego dnia w osiemsecie nie było tłoku, zobaczyłam miejsce. Usiadłam. W drodze na uczelnię często mam ze sobą książkę (rano przeważnie czytam coś do kolokwium, chociaż zdarza mi się też normalna lektura). Wtedy właśnie próbowałam czytać, ale jakiś nieznośny zapach mnie rozpraszał. Jakbym go znała, ale wydawał się na tyle drażniący, że zerknęłam na okno – zamknięte. Mój wzrok powędrował na pasażerkę siedzącą naprzeciw mnie. Była nią starsza kobieta, może po siedemdziesiątce. Miała na sobie futro. Zagadka rozwiązana – naftalina. Brązowe futro było ogromne, pewnie znacznie obciążało to chude i kruche ciało. Futra to w ogóle trudna kwestia (ale ludzie zabijają wszystko co się rusza, więc..? O zgrozo, świat zmierza do zagłady!), wiadomo, że w każdej szafie gdzie takowe wisi jest i naftalina. A ta spokojna twarz.. Twarz zmaltretowana życiem, ozdobiona mocnym makijażem: perłową różową szminką i ołówkiem do powiek. Brwi też były znacznie podrysowane. Czy zabrzmi to dziwacznie, jeśli powiem, że nie przepadam za takimi widokami? Ludzie w tym wieku na co dzień są dla mnie cholerną abstrakcją, a ich widok – namacalnym dowodem na to, że ja też się zestarzeję. To wzbudza we mnie strach.

Może dlatego, że nie miałam nigdy z nimi kontaktu. Nie mam predyspozycji do psycholożenia, cierpliwości, wystarczającej empatii. A może jestem próżna i egoistyczna. Tak, to też jest dobre uzasadnienie.

Kiedy byłam smarkulą pisałam krótkie teksty i nazywałam je wierszami. Podobało mi się to niezmiernie. Najpewniej dlatego, że niektóre rzeczy trudno wyrazić zwykłymi słowami. A przez mnogie metafory stawało się to prostsze, bardziej wdzięczne i co najważniejsze – bardzo osobiste. Pisałam kiedyś o przemijaniu, chociaż nie miałam o tym pojęcia – spiesz się nim zniknę (teraz też niby nie powinnam mieć, jak pewnie twierdzą starsze koleżanki).

Ostatnio ciężko mi cokolwiek poskładać w całość. Często myślę o tym, że nie chcę destruktywnej stagnacji, boję się paralitycznego unieruchomienia. Za jakiś czas będę wiedziała więcej o życiu i być może wiedza ta nie pozwoli mi działać impulsywnie, odbierze smak szaleństwa i ryzyka tak lubiany przez młodość.  Za jakiś czas moje ciało zwiotczeje, a ja będę ze zgorszeniem patrzeć na sceny erotyczne w filmach i jeszcze bardziej znienawidzę komedie romantyczne (a ja lubię swoje ciało! Na szczęście dziewczyny, mamy dziś trochę więcej kremów, nie tylko Nivea. Od niedawna jest nawet pasta do zebów anti ejdż, szał!).

Nie chcę żałować, że czegoś nie zrobiłam, a na niektóre rzeczy kiedyś będzie zwyczajnie za późno. Nie chcę zmienić się w węgiel i wodę zanim życie odkryje przede mną najciekawsze z tajemnic. A co jeśli pewnego dnia stanie się coś, co zawiesi mnie między życiem a śmiercią? Paraliż będący efektem wypadku, choroba nowotworowa, albo trauma, po której  człowiek nieodwracalnie się rozsypuje. Wypadki. Przypadki. Pech. Nieuwaga. Przecież za każdym razem wychodząc z domu nie masz gwarancji, że wrócisz. Optymiści tkwiący w amoku albo głupcy rzekną, że takie rzeczy najczęściej dzieją się Na wspólnej i w innych takich magicznych miejscach. Nic bardziej mylnego!

Swego czasu bardzo się bałam, że podleci do mnie ktoś ze strzykawą z HIV. Nie wiem, skąd mi się to wzięło. Ważne, że przeszło. Teraz boję się trochę innych rzeczy. Ale to, czego się boję to temat zbyt obszerny i chyba zbyt osobisty jak na ramy wordpressa (tym bardziej, że adres znają moje urocze koleżanki, które serdecznie pozdrawiam sprzed edytora tekstu!) Zaczynam pierdolić głupoty, a to znak, żeby skończyć. Spałam popołudniu i logicznie myśląc powinnam być teraz pełna energii, jednak łóżko działa na mnie jak magnes. Zgubne to nieco, ale jakże przyjemne!

Advertisements

From → psycho za

3 komentarze
  1. Jechałem raz ponad dwie godziny z takimi dwoma babami, które wydaje mnie się śmierdziały właśnie czymś a’la naftalina. Nie wiem, jak tanie perfumy z kiosku o zapachu pomarańczy z wanilią, jezusmaria jak to jebało. Tramwaje w breslau też są niczego sobie, wczoraj jechałem z kolesiem, który miał na sobie „kozę”, taką góralską narzutę prawdopodobnie kupioną nad morzem czy coś, i walił takim żulem, że NMP broń przed takimi.

    A z tą strzykawką z HIV to ciekawe, bo dawno temu też miałem jakieś chore opcje pod tym względem. Jak była nagonka na ćpunów lata temu, gdzieś w okolicach 2001 to bałem się, że gdzieś się nadzieję na to, albo że na dworcu ktoś mi wstrzyknie. Dobrze wiedzieć, że nie jestem sam ;D

  2. Wrzoska permalink

    Również pozdrawiam Cię moja Droga! xD masz schizy milion ciał ciał

  3. pingwinek permalink

    a ja mam narzuty z owiec! :DDDDD i jebią mi kanapy tym 😀

    pisz wszystko słońce, nie wstydź się – chcemy wiedź to i tu!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: