Skip to content

miętovo

18 kwietnia 2010

Mam ochotę na miętę z cukrem. Będę musiała nazbierać jej zapas w tym roku. A już cieszę się z tegorocznego lata, które będzie moim pierwszym dorosłym samotnym latem. No wiecie, będę tak jakby bardziej wolna niż w przeciągu trzech ostatnich. A samotnym w tym sensie, że będę jednocześnie dorosła i całkowicie wolna emocjonalnie. Nowy rozdział w życiu tak naprawdę jeszcze się nie zaczął!

„Samotáři” – oglądaliście? Świetne czeskie studium osobowości i kolejny dowód na to, że ludzie są nieprzewidywalni. Samotność najpowszechniej przyporządkowuje się singlom, a uważam, że to błędne przekonanie. Nie o takie aspekty samotności mi chodzi. Myślę raczej o potrzebie współodczuwania. Samotność może dopaść nas w każdym momencie, niezależnie od tego ilu ludzi będzie wtedy wokół nas. Bo najstraszniejsza samotność to brak zrozumienia. Zwątpienie w ludzi. Są momenty, kiedy uświadamiasz sobie, że nie masz nawet z kim porozmawiać, bo nikt nie będzie w stanie ciebie zrozumieć. Miliony możliwości zestawień głosek nie są w stanie dokładnie przekazać tego co czujesz i myślisz. A posługiwanie się schematami w takich przypadkach nie ma sensu – to jedynie fałszywe obrazowanie.

W „Samotnych” wszyscy są samotni na swój własny sposób. Są w związkach, kochają, rozmawiają, a mimo to czują pustkę. Niektórzy nie potrafią znieść tego stanu do tego stopnia, że świadomie się okłamują. Lenka wie, że jej mąż – pozornie ułożony neurochirurg –  jest psychopatą i kocha inna kobietę, ale ona to akceptuje bo wie, że tamta miłość nie ma racji bytu. Jakub nie rozstaje się z jointami bo dzięki nim świat wydaje się bardziej przyjazny, działa trochę jak znieczulenie upośledzając pamięć krótkotrwałą. Zniekształcenie też jest kłamstwem. Ondrej gdyby mógł, spotykałby się z wszystkimi barmankami z Pragi jednocześnie, wyrywałby je na to samo pytanie: o której kończysz pracę? Dopiero śmierć ukochanej matki uświdomiła mu, że tak naprawdę jest tchórzem. Okazuje się, że sam seks to marny substytut życia, z braku lepszego zajęcia i przede wszystkim – ze strachu.

Ludzie nazywają wszystko, taki już wrodzony popęd do systematyzowania wiedzy. Ponazywaliśmy emocje i uczucia. Pojedynczo jesteśmy w stanie przyporządkować im definicje. Ale każda ich mieszanka wprowadza nas w inny stan. Dlatego coś, co jest pozornie uporządkowane sprawia tyle trudności.

Niedobrze być miętkim. Miętki? Nie, to wcale nie osoba, która uwielbia miętę. To ktoś, kto ma tak niewiele siły i wiary w sobie, że nie radzi sobie z czymś tak oczywistym i podstawowym czym jest życie.  Wniosek? Paradoksalnie właśnie z tą wersją życia najbardziej basic nie potrafimy sobie poradzić. Szukamy ciągle czegoś innego, to właśnie powoduje kłopoty. Powietrze i woda nie są wystarczające. Nie wytrzymujemy zbyt długo w jednym miejscu. Nabieramy ochoty na coraz to nowsze figle. Między tym – cisza, odpoczynek, porządki. A potem znów wpadamy z impetem w kolejną paranoję. Jesteśmy głodni emocji. Zatraciłam się trochę – nie wiem czy piszę ogólnie o ludziach, czy o sobie.

Mięta nie tylko świetnie smakuje, ale też pomaga w wielu dolegliwościach. Ponoć ma lekkie właściwości uspokajające. Albo na przykład kiedy jesteś w długiej trasie PKSem albo samochodem i zrobi ci się niedobrze, nic nie pomoże tak jak ssany przez dłuższą chwilę miętus! Istnieją też miętusy niezwykłe zawierające domieszki innych ziół i pomagają np. na gardło podczas infekcji bakteryjnej. A w najbardziej hardkorowej wersji dla prawdziwych fanów – mają w środku nadzienie i  są dostępne w aptekach. Szkoda, że nie działają jak fluoksetyna (potocznie prozac).

Nie posiada jednak ona chyba żadnych magicznych właściwości, tak jak np. lubczyk. Mimo to mówi się, że ludzie czasem czują do siebie miętę. Nie mam pojęcia jak powstał ten frazeologizm. Zdarzają się sytuacje, kiedy nie ma trafniejszego określenia. Można jeszcze powiedzieć: ‘oooo tak, jest między nami chemia!’ Mimo wszystko lepiej brzmi ‘czuję do niego miętę’, ale żeby było jasne – nie to, żebym miała coś do chemii, zawsze ją lubiłam. To na pewno nie wpływ reklam  gum Winterfresh, prędzej ciągoty botaniczne.

podsumowując: czekam szaleństwa jak kania dżdżu! (tym jakże pozytywnym akcentem zakończę)

Reklamy

From → od siebie

3 Komentarze
  1. pingwinek permalink

    no, y… wiesz, to zostaje mi jedynie, że czuję do Ciebie miętkę :p :*

  2. pingwinek permalink

    aha, i piłam dziś miętkę : D

    to wszystko. dziękuję. pozdrawiam! : D

  3. Josephinka permalink

    życzę szaleństwa w takim razie, a do lata wiele się może zmienić jeszcze 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: